Antybiotyki w mięsie – prawda wyszła na jaw

Post będzie o mięsie, bo przecież niby każdy wie, że mięso zawiera antybiotyki.

Jest to czysty raport z poszukiwania informacji o tej sytuacji w naszym kraju i sprawozdanie z badań naukowych w temacie. Chociaż trudno przejść obok faktów bez emocji. Chcę również na wstępie podkreślić, iż ten artykuł nie ma na celu wezwania do przejścia na wegetarianizm czy weganizm. Chcę tylko ażebyś po lekturze tego artykułu świadomie decydowała się na jedzenie mięsa i podawanie go swojej rodzinie.

Dla własnego spokoju sumienia, postanowiłam podjąć się wyszukania materiałów i zaprezentować efekt poszukiwań. Zrobiłam to z obawą o własne zdrowie emocjonalne, jednak ostatecznie cieszę się, że możecie o tym przeczytać. To do dzieła:

Dodają czy nie dodają?

dodają czy nie dodają antybiotyki do mięsa

Smutna rzeczywistość jest taka, że jedząc mięso naprawdę przy okazji jesz antybiotyki i trochę innej chemii, którą zwierzęta są szprycowane w trakcie masowej hodowli.

Okazuje się, że podawanie antybiotyków zwierzętom hodowlanym to nie jest opcja.  To jest standard. Oficjalne dane wskazują, że tylko w 2013 r. w produkcji zwierzęcej w Polsce wykorzystano 562 TONY (!!!) antybiotyków. 1 O tym jak jest nieoficjalnie będzie jeszcze w dalszej części artykułu.

Hodowcy zwierząt z kolei skrzętnie dbają o to, aby takie informacje za często nie wychodziły na jaw. I szczerze mówiąc, nie ma się im co dziwić. Nie mają obowiązku informowania, więc nie widzą problemu.

Nie mają obowiązku informowania o tym, że w mięsie mogą występować „śladowe ilości antybiotyków”, więc nie widzą problemu.

Obowiązujące normy nakazują przestrzeganie okresów karencji pomiędzy podaniem zwierzętom antybiotyków a momentem ich uboju. Okres karencji ma na celu wydalenie z organizmu zwierzęcia pozostałości podanych mu antybiotyków. Jednakże te same normy dopuszczają obecność „śladowych ilości antybiotyku w mięsie”. Czyli niby nie ma antybiotyków w mięsie, ale jest ich „troszeczkę”, czyli tyle ile dopuszcza prawo. Mój wniosek jest jeden: antybiotyki mogą znajdować się w spożywanym przez nas mięsie. Mnie osobiście średnio pociesza fakt „śladowej” ich ilości.

Metronidazol i doksycylina.

Jest kilka przyczyn dla których zwierzętom podaje się antybiotyki w trakcie hodowli.

Pierwsza sprawa to choroby. Zwierzęta stłoczone na małej powierzchni, narażone są na stres, okaleczenie, brud i ryzyko wystąpienia epidemii.

Okazuje się, że wbrew wszelkim zakazom przez część hodowców leki podawane są profilaktycznie przez cały okres hodowli. Hodowcy, w szczególności drobiu, najbardziej upodobali sobie metronidazol oraz doksycylinę. 2.

Doksycylina w mięsie

Wyniki badań dowiodły, że metronidazol wykazuje działanie mutogenne, przez co powoduje raka. 3 Doksycylina hamuje rozwój kości i zębów, dlatego też niedopuszczalne jest jej podawanie dzieciom poniżej 12 roku życia. 4 A tu taka niespodzianka w parówkach dla dzieci…

Czy to jest legalne?

No pewnie, że nie! Niby Unia Europejska wprowadziła zakaz profilaktycznego podawania zwierzętom hodowlanym antybiotyków. Antybiotyki mogą być podawane zwierzętom tylko w razie konieczności i wytyczone są okresy karencji, w których od podania antybiotyku zwierzę nie może zostać ubite na mięso. Tyle w teorii.

W praktyce istnieją hodowcy, którzy nie przejmują się takimi drobiazgami, jak zakazy, obowiązki czy ludzkie zdrowie.

Karmienie zwierząt antybiotykami, jest również motywujące z uwagi na fakt, iż antybiotyki przyczyniają się do osiągania przez zwierzęta większych rozmiarów. Mimo że wielu ekspertów podnosi, iż rola antybiotyków we wzroście zwierząt jest mocno przeceniona, to wiara w ten fakt jest niczym nie zmącona wśród hodowców.

Skoro to nielegalne, to skąd je wziąć?

Obecnie każdy antybiotyk może być pozyskany jedynie dzięki recepcie wystawionej przez lekarza medycyny albo weterynarii. Ale to nie jest żadna przeszkoda, aby antybiotyki kupić „spod lady”.

Krótko mówiąc są to nieprzebadane i niedopuszczone do sprzedaży antybiotyki najczęściej pochodzące chociażby z Chin. W takich mieszankach może być dosłownie wszystko. Łącznie z substancjami toksycznymi.

Ku mojemu zdziwieniu był nawet o tym reportaż w komercyjnej telewizji. W 2013 r. program „UWAGA” TVN przedstawił efekty dziennikarskiego śledztwa oraz prowokacji ujawniając, jak dziecinnie proste jest pozyskanie nielegalnych antybiotyków i jak powszechną, wręcz normalną rzeczą jest ich stałe podawanie zwierzętom w trakcie przemysłowej hodowli. 5

Choć ujawnienie tych informacji należy ocenić pozytywnie, to ich efekty wywołały burzę chyba jedynie w szklance wody, gdyż nie mogłam się doszukać jakichkolwiek informacji w przedmiocie zmian i działań naprawczych.

Farmio vs Krajowa Rada Drobiarstwa – czyli spór o to, co oznacza mięso wolne od antybiotyków

Cisza w tym temacie została przerwana przez firmę Farmio, która nagle zaczęła sprzedawać drób, z etykietą informującą, iż ich mięso jest wolne od antybiotyków. I pod koniec 2015 r. wybuchła o to wielka awantura. Krajowa Rada Drobiarstwa zaczęła się sprzeciwiać tej praktyce, twierdząc, iż jest to nieuczciwa konkurencja w stosunku do pozostałych producentów drobiu. Sytuacja z serii uderz w stół a nożyce się odezwą.

Natomiast firma Farmio wedle swoich zapewnień wprowadziła odrębny standard zakładający całkowity brak antybiotyków w sprzedawanym przez nich mięsie. Stąd też przeprowadza odrębne badania w przed wprowadzeniem mięsa do obrotu. I stąd całe oburzenie reszty branży drobiarskiej.

Obecnie spór pomiędzy Krajową Radą Drobiarstwa a firmą Farmio jest obiektem postępowania prowadzonego przed Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumenta. UOKiK ma rozstrzygnąć, czy Farmio ma prawo reklamować swoje wyroby drobiarskie jako wolne od antybiotyków, czy też wprowadza konsumenta w błąd, gdyż pozostali producenci również sprzedają mięso wolne od antybiotyków.

Nie znam szczegółów sprawy, ale na mój prawniczo-konsumenci gust jeżeli w mięsie są śladowe ilości antybiotyku, to nie można mówić, że jest to produkt wolny od ich obecności. I odwrotnie – jeżeli badania wykazują brak jakiejkolwiek obecności antybiotyków to producent powinien mieć prawo pochwalić się tym na etykiecie swojego produktu. Tak więc spór ten sprowadza się do tego co faktycznie oznacza pojęcie „mięso wolne od antybiotyków”.

Chcę jednocześnie podkreślić, iż na moment opisywania tej sprawy (maj 2016r.) nie jest mi znana decyzja UOKiK. Dla równowagi należy podkreślić, iż firma Farmio została już raz ukarana przez UOKiK za wprowadzanie konsumenta w błąd poprzez sprzedawanie jajek „trójek” z nazwą „BjoBjo”, która mogła wprowadzać konsumenta w błąd co do ekologicznego pochodzenia jajek. Po zapoznaniu się z treścią decyzji urzędu całkowicie się z nią zgadzam.[reff]http://decyzje.uokik.gov.pl/bp/dec_prez.nsf/0/57438968F28A6B16C1257EC6007BA4E0/$file/BIP_Decyzja%20DIH-1-69-2013%20z%2030.10.2013%20w%20spr.%20odwo%C5%82ania%20Farmio%20S.A.%20od%20dec.%20MWIIH%20w%20Warszawie.pdf[/ref]

Pamiętajcie, że jedzenie jaj „trójek” jest skrajnie nieetyczne, biorąc pod uwagę klatkowy sposób hodowli kur!!!!

„Jem mięso i żyję”, czyli „nie dajmy się zwariować”

Badania naukowe mięso

Drób nieustannie jest mocno popularyzowany. Nie tylko niska cena składnia do jego zakupu, ale powszechne przekonanie o tym, że jest zdrowy.

Przewijając posty na facebooku czy zdjęcia na Instagramie, co chwilę widzę wpisy popularyzatorów „zdrowego” jedzenia oraz budowania masy mięśniowej dzięki kurczakowi z białym ryżem i brokułami. Wielu z nich nie kryje, że je mięso pochodzące z przemysłowych hodowli, ale za to broniąc się przed zarzutami prowadzenia ekstremalnie niezdrowej diety podnosi koronny argument: „jem to mięso i jakoś żyję”, czy „nie dajmy się zwariować”.

Tak. Ja też tak kiedyś jadłam i jakoś żyłam. Jednakże kluczowe znaczenie powinno mieć nie słowo „jakoś” a „jakość”. Jakość spożywanego mięsa ma ogromne przełożenie na nasze zdrowie. Pewnym jest, że nie umrzesz po zjedzeniu piersi z kurczaka kupionej w dyskoncie, ale stałe spożywanie takiego mięsa ma katastrofalne skutki dla zdrowia.

Warto moim zdaniem się również zastanowić, zanim poda się mięso własnemu dziecku. Eksperci informują, że coraz więcej dorosłych, jak i dzieci cierpi na stany zapalne jelit oraz zespół jelita drażliwego o nieustalonej przyczynie, a ich zdaniem przyczyn tych problemów zdrowotnych należy upatrywać w spożywaniu mięsa zawierającego antybiotyki. 6 Zdaniem naukowców spożywanie mięsa zawierającego antybiotyki przyczynia się do występowania otyłości, cukrzycy, wielu nowotworów, a niektóre badania wykazały związek pomiędzy jedzeniem mięsa a autyzmem. 7

Antybiotykooporność

Nie wierzysz w to?

Chyba każdy zetknął się z podawaną powszechnie w mediach informacją, że antybiotyki przestają działać.

Ostatnio rozmawiałam o tym z kilkoma znajomymi lekarzami i potwierdzają te rewelacje na podstawie swoich doświadczeń. Standardem obecnie są długie infekcje, przynajmniej dwie wizyty i przepisywanie minimum dwóch różnych antybiotyków. Często też u dzieci.

Z pewnością jedną z przyczyn jest „osłonowe” przepisywanie antybiotyków na byle kichnięcie.

Kolejną przyczyną może być właśnie spożywanie mięsa zawierającego nielegalnie stosowane w hodowlach antybiotyki.

I to nie jest hipoteza wzięta z sufitu, gdyż właśnie z tego powodu w Unii Europejskiej zakazano dodawania antybiotyków do pasz dla zwierząt hodowlanych.

Zniszczone jelita

Za granicą obserwuję nagłe zainteresowanie probiotykami, szczególnie w takich krajach jak Australia czy Stany Zjednoczone. Co zabawne, promują tam ich naturalne źródła, jak kapusta czy ogórki kiszone. Absolutnym hitem są nasze rodzime kiszony, które podbijają Amerykę. I bardzo dobrze.

Prawidłowa flora bateryjna jelit to podstawa zdrowia każdego człowieka. Nie da się inaczej.

Podawanie nawet niewielkich ilości antybiotyków, jakie występują w mięsie mogą poważnie naruszać strukturę flory bakteryjnej układu pokarmowego, a to w konsekwencji pociąga za sobą lawinę bardzo przykrych konsekwencji.

Serio, na przykład w USA próbują walczyć ze zniszczoną florą bakteryjną całego społeczeństwa, nękanego przykrymi skutkami zdrowotnymi, które wynikają z wieloletniego spożywania mięsa zawierającego antybiotyki. Do tego stopnia, że w zwykłych sklepach ze zdrową żywnością standardem jest promowanie naturalnych probiotyków w różnych formach, nawet w proszkach do stosowania na co dzień.

WHO – jedzenie przetworzonego mięsa powoduje raka jelita grubego

raport światowej organizacji zdrowia dotyczący mięsa

26 października 2015r. Agencja Badania Raka (IARC) będąca agendą WHO opublikowała miażdżący raport, w którym publikuje wyniki badań, z których jednoznacznie wynika, iż jedzenie wyrobów mięsnych przyczynia się do występowania nowotworów jelita grubego.(pełna treść raportu dostępna za darmo po utworzeniu darmowego konta i zalogowaniu się) 8 IARC zajmuje się również klasyfikacją rakotwórczych substancji i czynników. W ogłoszonym raporcie IARC zakwalifikowała przetworzone wyroby mięsne np. parówki czy wędliny, do tej samej kategorii czynników rakotwórczych co alkohol, azbest, czy radioaktywny pluton…

Klasyfikacja ta dzieli się na kilka grup. Grupa 1 to czynniki, które bezspornie wywołują u ludzi nowotwory, Grupa 2a to substancje prawdopodobnie rakotwórcze dla człowieka, i tak dalej aż do grupy 4. Ważne jest to, że wędliny i inne wyroby mięsne znalazły się w grupie 1 – a więc najwyższego ryzyka. Zdaniem autorów raportu nie ma żadnych najmniejszych wątpliwości, że jedzenie przetworzonego mięsa jest rakotwórcze.

Skąd IARC ma te rewelacje? Raport uwzględnił wyniki 800 badań prowadzonych w tym przedmiocie w ostatnich 20 latach, na różnych obszarach świata, wśród różnych społeczności, mających odmienne nawyki żywieniowe. Na podstawie ich wyników IARC doszło do wniosku, iż jedzenie zaledwie 50g wędlin dziennie zwiększa o 18% ryzyko wystąpienia nowotworu jelita grubego.

Wędliny powodują raka

Surowe czerwone mięso zostało zakwalifikowane do kategorii 2a, jako że ograniczone badania w tym przedmiocie pozwoliły na dojście do wniosków, iż codzienne spożywanie 100g czerwonego mięsa zwiększa ryzyko zachorowania na raka jelita grubego o 17%. Z raportu wynika, iż jedzenie nieprzetworzonego czerwonego mięsa jest „prawdopodobnie rakotwórcze”.

Warto jest też sobie uzmysłowić o jakich rozmiarach badań mowa jest w raporcie WHO. Jedną z podstawy do stworzenia raportu były wyniki badania opublikowane w 2005 r. przez Journal of the National Cancer Institute, które zostało przeprowadzone w 10 krajach europejskich w latach 1992-1998 na grupie aż 478,040 mężczyzn i kobiet, którzy w chwili rozpoczęcia badania nie mieli zdiagnozowanego żadnego nowotworu. Średni okres obserwacji badanych wyniósł 4,8 lat. W tym czasie naukowcy udokumentowali 1,329 przypadków zachorowań na raka jelita grubego. Na podstawie zebranych informacji dotyczących żywienia oraz trybu życia badanych doszli do wniosku, iż osoby spożywające czerwone mięso i jego wyroby są znacznie bardziej narażone na zachorowanie na raka jelita grubego.

Do takich samych wniosków doszli Japońscy badacze przeprowadzając badanie na grupie 13,894 mężczyzn i 16,327 kobiet w latach 1992-2000. 9

Jak się przed tym bronić?

To trudne zadanie, gdyż kupując w sklepie mięso z hodowli przemysłowej nie mamy żadnej możliwości zweryfikowania, czy znajdują się w nim antybiotyki czy też nie. Możemy polegać na zapewnieniach ekspedientki albo na oświadczeniach na etykietach.

Czyli jeszcze raz: Producenci nie mają obowiązku informowania o tym, że w mięsie i wędlinie, którą kupujesz w konwencjonalnym sklepie mogą występować „śladowe ilości” antybiotyków.

Chciałbym ażeby konsumenci w Polsce mieli prawo dokonać świadomego wyboru kupując mięso, ale do tego konieczne byłyby zmiany prowadzące do nakazu oznaczania mięsa, które pochodzi z hodowli gdzie były stosowane antybiotyki (nawet w legalny sposób). A jak widać problemem dla producentów mięsa jest firma, która wyłamuje się i sprzedaje mięso całkowicie wolne od antybiotyków.

Jak żyć?

Dobre pytanie. Ja nie umiejąc poradzić sobie z tą świadomością zrezygnowałam z jedzenia mięsa, ale zdaję sobie sprawę, z tego iż nie jest to rozwiązanie dla wszystkich. Rezygnacja z jedzenia mięsa musi być decyzją świadomą, a osoba podejmująca ją musi wiedzieć jakie zasady żywieniowe obowiązują osoby bezmięsne tak ażeby nie nabawić się niedoborów witamin, a także nie popaść w węglowodanową pułapkę zastępując mięso produktami zbożowymi, które w nadmiarze mogą prowadzić do otyłości.

Rozwiązaniem wydaje się spożywanie mięsa pochodzącego z certyfikowanych bio hodowli, gdzie obowiązują znacznie bardziej restrykcyjne normy dotyczące podawania zwierzętom antybiotyków. W razie choroby zwierząt w pierwszej kolejności zastosowanie w hodowli ekologicznej zwierząt mają leki roślinne, produkty homeopatyczne, pierwiastki śladowe oraz produkty dozwolone w leczeniu. Dopiero gdy leczenie metodami naturalnymi jest nieskuteczne, normy dopuszczają stosowanie syntetycznych weterynaryjnych środków leczniczych lub antybiotyków, co musi przebiegać pod ścisłą kontrolą lekarza weterynarii.

Zwierzęta w hodowlach ekologicznych są szczepione, leczone na choroby pasożytnicze, natomiast w przypadku gdy zwierzę lub grupa zwierząt przechodzi więcej niż 3 kuracje syntetycznymi weterynaryjnymi produktami leczniczymi lub antybiotykami w okresie 12 miesięcy lub więcej niż jedną kurację, jeżeli ich cykl hodowlany jest krótszy niż rok, dane zwierzęta ani produkty z nich otrzymane nie mogą być wprowadzane do obrotu jako ekologiczne. Tak więc wydaje się, iż przestrzeganie przez hodowców tych norm może ustrzec nas przed spożywaniem jakichkolwiek resztek antybiotyków.

Są natomiast dwa duże minusy takiego mięsa. Jego cena i dostępność. Dla osób spożywających mięso codziennie może to być bariera nie do podźwignięcia. Dlatego wiele sklepów z ekologiczną żywnością prowadzi regularne zapisy i zamówienia na ekologiczne mięso. Osobiście nie spotkałam się też ze sprzedażą bio mięsa w sklepach sieciowych.

Tak więc zastanów się, czy naprawdę musisz codziennie na obiad zjeść kawałek mięsa? Moim zdaniem nie. Najlepszym rozwiązaniem jest ograniczenie jego spożywania do trzech razy w tygodniu. Rozważ takie podejście do swojej diety, a po pewnym czasie na pewno poczujesz pozytywne zmiany w swoim jadłospisie, który stanie się bogatszy o wiele wspaniałych roślinnych smaków.

Na koniec

Pewnie zastanawiasz się, czy ja jem mięso? Zrezygnowałam z niego na rzecz diety roślinnej, bogatej w tzw. superfoods. Nadal zdarza mi się jeść również produkty odzwierzęce takie jak kwaśny nabiał, czy jajka. Jeżeli decyduje się na nie, to staram się ażeby były ekologiczne. Tym samy staram się unikać kontaktu z tymi samymi antybiotykami, które mogły przeniknąć do jaj, czy mleka. Decydując się na rezygnację z jedzenia mięsa, kierowałam się właśnie względami zdrowotnymi, a nie światopoglądowymi.

Nie chcę nikogo też nikogo namawiać do przejścia na wegetarianizm czy weganizm, moimi celem jest raczej skłonienie Was do świadomego dokonywania wyborów żywieniowych i spożywania mięsa w rozsądnych ilościach – nie więcej niż 2-3 razy w tygodniu. Odwrócenie proporcji spożywanego mięsa na rzecz zrównoważonej diety roślinnej bogatej w naturalne produkty wysokobiałkowe może uchronić przed wieloma problemami zdrowotnymi.

Do tego pozostaje jeszcze szalenie istotna kwestia żywienia dzieci. Chyba już zdezaktualizowało się powiedzenie „zjedz mięso, a ziemniaki zostaw”…

Źródła:

  1. http://www.wprost.pl/ar/507825/Wiesz-co-jesz-Antybiotyki-na-talerzu/
  2. http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/nielegalne-antybiotyki-w-polskim-miesie-metronidazol-i-doksycyklina_41661.html
  3. http://www.accessdata.fda.gov/drugsatfda_docs/label/2010/012623s061lbl.pdf
  4. http://www.cdc.gov/rmsf/doxycycline/
  5. http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/zwierzeta-szprycowane-antybiotykami-weterynarz-robia-to-wszyscy-ktorych-znam,334427.html
  6. http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/nielegalne-antybiotyki-w-miesie-to-zamach-na-nasze-zdrowie-i-zycie,334213.html
  7. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15607562
  8. http://www.thelancet.com/journals/lanonc/article/PIIS1470-2045%2815%2900444-1/fulltext
  9. https://www.washingtonpost.com/news/to-your-health/wp/2015/10/27/the-science-against-meat-a-look-at-5-key-studies-about-cancer-risk/

Komentarze (14)

  • Odpowiedź

    To się dzieje naprawdę? Coś tam słyszałam w radiu, ale że aż do takiego stopnia sprawy zaszły, to nie zdawałam sobie sprawy. Mięso w mojej rodzinie to podstawa, kanapki, obiady, kolacje.

  • Odpowiedź

    Fajnie przeanalizowany temat 🙂

  • Odpowiedź

    […] Samo już założenie jedzenia bez ograniczeń mięsa, to dla mnie pomysł lekko przerażający. Ludzie jedzący spore ilości mięsa narażeni są spożywanie wraz nim antybiotyków i hormonów, jakie podawane są zwierzętom w trakcie hodowli. Regularne spożywanie przetworzonych produktów mięsnych jest zwyczajnie rakotwórcze. Świadczy o tym zeszłoroczny raport WHO, z którego wniosków jasno wynika, że spożywanie dzienne zaledwie 50g przetworzonych produktów mięsnych dziennie zwiększa ryzyko zachorowania na raka jelita grubego aż o 18%. Więcej na ten temat możecie przeczytać w tym artykule. […]

    • Wspaniały i wyczerpujący wywód! Wstęp do tego tematu czytałem przed chwilą na http://wylecz.to/ a dzięki Twojemu wpisowi mam już pełny pogląd. Nigdy więcej mięsa! Chyba, że będę miał kiedyś znajomego rzeźnika. Masakra co ludzie robią dla zysków.

  • Odpowiedź

    Ten artykuł będzie chyba jeszcze przez kilka lat aktualny. Zaczęłam szukać artykułów na ten temat po akcji morlin i krakusa. I jestem trochę załamana. Ja dam radę bez mięsa, ale mój mąż… ech, walka się szykuje. P.S. Cudowną niespodzianką było Twoje zdjęcie po przeczytaniu tych wszystkich przykrych rzeczy. Taka miła odmiana, śliczną masz urodę. Pozdrawiam Ela

  • Odpowiedź

    Ostatnio źle się czujesz albo nie wyglądasz za dobrze? spróbuj odżywiać się uważniej! 😉

  • Odpowiedź

    bardzo trafnie przeanalizowany temat. ostatnio pojawilo duzo artykulow o akcjach promowanych przed zwiazki hodowcod w drobiu w Polsce, ze niby mamy zakaz wprowadzania antybiotykow od 20 lat..juz prawie im uwierzylam

  • Odpowiedź

    cieszę się że trafiłam na tę stronę

  • Odpowiedź

    ja również zrezygnowałam z mięsa z tego samego powodu co Ty , wbrew wszystkim że za mało ważę by wykluczać mięso.
    Nigdy nie byłam zbyt mięsożerna , a strączków nie cierpiałam , więc tu była moja obawa by całkiem zrezygnować z mięsa. @ lata temu natknęłam się na akcję zostań wege na 30 dni i spróbowałam. Owszem fasoli czy soji niemal nie jadam , ale znalazłam np. ciecierzycę w postaci falafel czy humus czy soczewicę w gulszu pastach czy pasztetach . Owszem pewno nie jem tego wystarczająco często , jednak badam się regularnie i póki HGB , ferrytyna jest oki nie mam powodu do obaw. Owszem HGB ciut mi spadło z 14.2 na 13.7 za okres niejedzenia mięsa , jednak siostra jedząca mięso ma HGB =12 , więc nie jest źle. Jem dużo jajek , czasem jakiś nabiał i trochę suplementuję B12 , a także cholrellę , więc jak się chce to się da , choć na pewno wymaga to więcej zachodu w kuchni.

  • Odpowiedź

    Antybiotyki przestaje się dawać kurczakom na tydzień przed ubojem, bo taki czas ma wystarczyć na ich zanik w mięsie. W Polsce rocznie wg GUS zabija się 120 mln kurczakòw o wadze ok. 2,5 kg w 39 dniu życia. Kurczak zjada przez życie ok. 5kg paszy o zawartości kokcydiostatyków 1,25% mg/kg paszy . Patrz eur-lex.europa.eu. Łàcznie 120 mln kurczaków zjada 7,5 tony antybiotyków. Profilaktyka u kurczaków to 5 dni 250mg w litrze wody wodorofumaranu tiamuliny, co daje 30mg tego antybiotyku na kg masy ciała, czyli 75 mg/ dorosłego kurczaka. Łàcznie 120 mln kurczakom w wodzie podaje siė 9 ton wodorofumaranu tiamuliny. Łàcznie tylko kurczakom podaje się 16,5 ton antybiotyków. Kur jest podobna ilość, ale trzyma się je do ok 20 msc życia, można przyjàć, że dostajà 2 x więcej antybiotyków, a więc 33tony. Jako przeciw utleniacz do pasz stosuje się etoksyqinę, która w ilości 0,05% daje tylko dla drobiu zatrważajàcà ilość 600 ton/rok. Etoksyqina pokonuje barierę kròw-mózg I jest bardzo szkodliwa(patrz Victoria Bohne z Norwegii- badania and łososiem hodowlanym oraz zespół naukowców z UM w Łodzi ptfarm.pl) – może powodować raka. Świń w Polsce rocznie zabija sié 10 mln, krów 2 mln- te liczby sà straszne. 80% areałów rolnych służy zaspokojeniu potrzeb hodowli a raczej zniewolenia zwierzàt, stàd chemizacja upraw ok. 5,5 mln ton nawozów i ok. 5 tys. ton herbicydów i pestycydów w samej tylko Polsce. Bałtyk sié dusi od sinic powstałych z niezwykle ogromnych ilości sztucznych zwiàzków azotu. Ja akurat nie jem nic pochodzenia zwierzęcego też z wyboru, nie zbuduję swego Szczęścia na Nieszczęściu innych.

  • Odpowiedź

    W poprzednim komentarzu podałem pogłowie kurczàt na koniec roku 2015 a w całym roku zabito w Polsce 930 mln kurczaków , świń 21 mln. Zużycie więc antybiotyków u samych tylko kurczaków to 400 ton a 5000ton etoksyqiny w paszy.

  • Odpowiedź

    Ja się tylko boje co będzie z młodszym pokoleniem idą czasy „karmienia chemią”…

  • Odpowiedź

    Powtarzanie dokładnie tych samych słów w podtytułach tekstu i w samym tekście jest irytujące. Dodatkowo cały artykuł opiera się na przesłaniu „mięso jest fuj!”, wszyscy hodowcy wrzuceni do jednego worka, bo przecież wiadomo, że wszyscy są okropni. Uwierzcie lub nie, szanujący się hodowca stosuje się do zaleceń. Normalne jest, że każdy z nich próbuje zabezpieczyć swoje zwierzęta przed chorobami, musi dbać i o nie i o siebie. Pamiętajcie, że hodowcy czy rolnicy też jedzą to co produkują, więc nikomu nie zależy na truciu ludzi.
    Pozdrawiam zagorzałych przeciwników mięsa, którzy w rzeczywistości zjadają więcej chemii wraz ze swoimi roślinkami, niż wszyscy mięsożercy. 🙂
    Życzę miłego dnia.

Zostaw komentarz